środa, 10 czerwca 2015

Przedwakacyjne doładowanie

Powracam po długim milczeniu. Dużo się działo, oj dużo i ciężko było mi wejść w blogowe tryby. W końcu stwierdziłam, że jak nie teraz, to już chyba nigdy. A ostatecznym impulsem, który zmotywował mnie do kolejnego wpisu, były wczorajsze warsztaty literacko-plastyczne w warszawskiej Bibliotece na Koszykowej. W roli głównej: pan Bohdan Butenko. Jako dziecko nie przepadałam za grafikami pana Bohdana (dziś patrzę na nie przychylniejszym okiem), najstarsza córka, uczestniczka wczorajszego spotkania, także nie jest fanką tej słynnej kreski. Ale znać i rozpoznawać ją po prostu trzeba.

Poniżej ilustracje do książki Krystyny Boglar "Klementyna lubi kolor czerwony" (wyd. Dwie Siostry, seria Mistrzowie Ilustracji). Książka także nie przypadła córce do gustu: "bo strasznie nudna". Nie potępiam jej w czambuł, ale ciężko się z Marysią nie zgodzić. Akcja jest zbyt płaska, jednowymiarowa - dzieci rozwiązują kryminalne zagadki i nic więcej. Brakuje tła, szerszego kontekstu, relacji między bohaterami, tej iskry, która powoduje, że nakreślony świat jest dla czytelnika wiarygodny  i pociągający.








Marysię bardziej urzekły rysunki Marii Orłowskiej-Gabryś z "Cukierni pod Pierożkiem z Wiśniami" Clare Compton (ta sama seria Mistrzowie Ilustracji, wyd. Dwie Siostry). Jean Raspail, współczesny klasyk konserwatywnego nurtu francuskiej literatury, twierdzi, że ludzie rodzą się albo konserwatystami, albo liberałami. Gdy patrzę na estetyczne gusta moich córek zaczynam w to wierzyć. Środkową organicznie pociąga awangarda, najstarsza zawsze wybiera klasyczny, nobliwy, staroświecki styl. Poniżej, preferowana przez nią, pełna dawnego uroku kreska Marii Orłowskiej-Gabryś.







"Cukiernia pod Pierożkiem z Wiśniami" to jedna z naszych słonecznych książek, którą najlepiej czytać mając pod ręką talerz wypełniony słodkościami. Rozchodzi się w niej od smakowitych zapachów ciast, ciasteczek, pierników i pierniczków. Kulinarne motywy w literaturze najczęściej zwiastują włoską (lub francuską) scenerię, ale tu akcja dzieje się w Londynie, do którego na czas służbowej podróży ojca trafiają dwie siostry - Ania i Kicia. Pół roku spędzone u ciotecznej babci Zofii, prowadzącej tytułową cukiernię, obfituje w to wszystko, co podbija serca moich małych dziewczynek (6-10 lat): ciepło, radość, pogodę ducha, cudowne sploty okoliczności pozwalające spełnić się marzeniom rozpraszającym mroki tęsknoty za tatą. Dziś dla mnie ta książka może jest ciut zbyt słodka, naiwna, ale wiem, że gdybym miała 9 lat, pochłonęłabym ją w dwie godziny. Dla tego ciepła pachnącego ciastem domu. On nigdy nie będzie trącił myszką.

A warszawiakom z serca polecam śledzenie grafiku wydarzeń w Bibliotece na  Koszykowej, bo także bywa przepyszny.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz