piątek, 20 marca 2015

Eureka!

Zgodnie z zapowiedzią dziś o kolejnych książkach, które możemy czytać z cztero - i pięciolatkami. Na początek lektura lekka jak puch lub nawet lżejsza. Kaprys. Z zamiłowania do inteligentnej językowej zabawy i dobrego poczucia humoru. Stworzona pół wieku temu dla „Świerszczyka” „Panna Kreseczka” duetu Wanda Chotomska i Bohdan Butenko (bez tych ilustracji książki by nie było) w naszym domu bawi dzieci od czwartego do 9 roku życia (chwilowo starszych nie mamy). Po co czytać książkę o przygodach narysowanych na płocie kilku kreseczek, które złożyły się w prosty kształt dziewczynki? I co trzeba mieć w głowie, by pisać takie historie? Bo podróż przez świat panny Kreseczki jest przebogata w wydarzenia, pełna tarapatów, zwrotów akcji i niepozbawiona błyskotliwych obserwacji. Kreseczka w roli narratora postrzega otoczenie naiwnie i jednocześnie bezbłędnie precyzyjnie. To koniec końców mała dziewczynka.


Odnajdzie się w klimacie książki ten, kto lubi „Koziołka Matołka”. Choć perypetie Kreseczki są nieco mniej fantastyczne, Chotomska podobnie jak Makuszyński porywa dzieci w zawrotny wir wydarzeń, miejsc, ludzkich typów, zdarzeń zwyczajnych i tych cudownych, uczy dostrzegać absurdy i humor w codzienności. Sięgamy po tę książkę (tak samo jak po „Koziołka Matołka”) dla czystej przyjemności obcowania ze świetną literacką kreacją i fantastycznym warsztatem językowym. Żeby pokazać dzieciom, że są także takie książki, a zabawy z formą nie muszą być obrazoburcze, ziejące nihilistyczną pustką, niesmaczne czy po prostu głupie. A takie niestety królują dziś na półkach księgarń. Kreseczka bawi i uczy z właściwą twórcom klasą. A poza kwestią pociągającej estetyki czasem lubimy powyobrażać sobie to, co prawie niewyobrażalne. „Panna Kreseczka” daje pole do popisu.

Ale tego typu pozycji nie czytamy mimo wszystko zbyt często, bo dzieci mają dużą potrzebę przeżywania opowiadanej historii, wzruszeń, uniesień, których nie są w stanie dostarczyć igraszki ze słowem i treścią, które jednak głównie bawią.

Porusza za to inna pozycja, do której dziś zachęcam rodziców pięcioletnich dziewczynek. Ucieszyłam się, gdy znajomi pożyczyli nam opowieść o Jagódce i starej, używanej lalce o wdzięcznym imieniu Tekla. Zrobię wiele, by moje Córki nie zasiliły szeregów wielbicielek lalek Barbie i ich innych budzących dysgust koleżanek o przenajdziwniejszych imionach. „Tekla” Krystyny Śmigielskiej okazała się moim wielkim sojusznikiem. To opowieść prosta, żeby nie rzec schematyczna. Rozkapryszona dziewczynka otrzymuje ku wielkiej rozpaczy starą lalkę zamiast wymarzonej Barbie. Tekla okazuje się jednak niezwykła. Daje Jagodzie prawdziwą lekcję pokory i przyjaźni, a kiedy serce małej złośnicy uległo przemianie, powraca na sklepową półkę, by trafić do kolejnego dziecka, które jej potrzebuje. Śmigielska pisze także dla dorosłych, ale jakoś nie czuję się zachęcona sięgać po jej powieści. Znam tylko „Teklę”, która skradła serca moich Dziewczyn (choć stylistycznie książka mogłaby być lepsza, wolę mówić o pięknych, a nie "magicznych" słowach:proszę,dziękuję etc., ten "magiczny" anturaż na własny użytek redukuję). Może dlatego, że prostych historii już coraz mniej w silących się na awangardowe książkach dla dzieci. Przy czym czytaliśmy tylko pierwszą część. To zamknięta całość, obawiałam się sięgać po kontynuację.


„Tekla” obok uszytej przez naszą najstarszą córkę Leokadii


Ciężko nazwać dydaktyzm „Tekli” delikatnym, ale dzieciom to nie przeszkadza. Bo Autor mówi im o czymś. Nie rozmawia ze sobą (co częste w literackich nowościach dla najmłodszych), nie pisze o niczym piętrząc słowa dla samego piętrzenia (równie popularne), ale opowiada o pięknym życiu, które czeka na maluchów za zakrętem, gdy zrobią miejsce dobru. Małe serduszka sekundują „przyjaźni” Jagódki i Tekli, przemianie, jaka dokonuje się w dziewczynce, i czują, że nie można inaczej. Proste, prostsze, najprostsze. Ale w dzisiejszych czasach często to przy tym, co najprostsze, w całej tej pstrokaciźnie (także literackiej) dla maluchów krzyczymy: Eureka! A „Teklę” niezmiennie polecam, szczególnie na froncie walki z blond kukłami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz