sobota, 7 marca 2015

"I w sto koni nie dogoni"

- tym zapadającym w pamięć i w serce rymem Janina Porazińska wprowadza nas w utkany z czułych wspomnień świat swojego dzieciństwa. Ta książka mnie samej jako małej dziewczynce odkryła urok polskiego dworku i ziemiańskiego życia, wielopokoleniowych, pełnych szacunku i przywiązań więzi łączących wszystkich jego mieszkańców (bliżej lub dalej spokrewnionych). Z wypiekami na twarzy czytałam całość, ale zdecydowanie bardziej fascynowały mnie rozdziały opisujące wakacje na wsi niż te przybliżające codzienność w XIX-wiecznym Lublinie. 
Książkowa Janeczka zaraziła mnie miłością do koni i tak jak ona budowałam w domu z krzeseł dorożkowe zaprzęgi. Zachłystywałam się pełnym przygód klimatem swobody i wolności wakacji w majątku dziadków. Chłonęłam każdą stronę opisów drzew, na które można było się wdrapać, dni spędzanych w otoczeniu wszystkich czworonożnych mieszkańców majątku – psów, koni, kóz; wieczorów na ganku, gdy starsi opowiadali o „wujku od Napoleona”. 

Tego świata już nie ma w takiej formie, w jakiej istniał gdy pani Janina była Janeczką, ale to, co w nim najcenniejsze, możemy ożywiać w naszych rodzinach. Także dlatego często sięgam po tę książkę z Dziećmi. Bo pani Janina w swojej prozie oddaje nam ducha polskości, dzięki któremu tamten świat nadal urzeka i inspiruje. Jeśli oni pod zaborami byli tacy piękni, to przecież i my możemy...

Lubię sięgać z Córkami po książki, które na własny użytek określam jako „słoneczne”, gdzie z każdego zdania bije wiara w to, że dobro zwycięża, że ono ma ostateczne słowo i moc przyciągania, a my mamy obowiązek dawać temu wyraz w w codzienności. Możemy dzieciom opowiedzieć o Polsce i polskości opisując fakty, przybliżając postaci historyczne, daty, miejsca, ale możemy także dać dzieciom przeżyć prawdę o polskości przenosząc je w tamten świat, dając odetchnąć tamtym klimatem - afirmacji rodziny, więzi, wspólnoty, szacunku do każdego, wzajemnej pomocy, życia prostego i uczciwego, pełnego radości, ciepła, humoru. „I w sto koni nie dogoni” pozwala dzieciom przeżyć kawałek prawdy o Polsce.

Z ok. 5, 6- letnimi Dziewczynkami czytałam ją na wyrywki, każdy rozdział po krótkim wprowadzeniu w temat stanowi odrębną historię. Młodsze Dzieci chętnie słuchają opowieści o perypetiach związanych z czworonożnymi mieszkańcami dworku. Nie zauważyłam jakichś większych barier poznawczych czy językowych, choć dotykamy rzeczywistości sprzed ponad wieku.
Ta książka broni się prawdą wspomnień i miłości Pani Janiny do wszystkiego, co złożyło się na jej dzieciństwo. Gorąco, gorąco polecam „I w sto koni nie dogoni”. Moja najstarsza Córka, prawdziwy pożeracz książek, samodzielnie przeczytała całość jako 8-latka. I jeszcze bardziej zapragnęła mieszkać na wsi.

A wkrótce o kolejnych „słonecznych” książkach dla najmłodszych.

2 komentarze: